Nie tylko wydaję płyty – czasem je fizycznie zbuduję.
Część wydawnictw powstaje w moich rękach od podstaw, jako obiekty, które mają wagę, zapach i fakturę. Każdy egzemplarz jest inny, inny też opór materiału, hałas narzędzi i czas wpisany w proces.
Na zdjęciu prezentuję dwa najnowsze egzemplarze (nr 16 i 17) wykonane pod indywidualne zamówienia.
Cała historia zaczęła się na złomowisku, gdzie za czekoladę Milkę (Happy Cow) i 10 zł kupiłem kilka kawałków pociętej blachy. Dalej było już tylko więcej pracy: wiercenie, doginanie, malowanie, wkręcanie śrub, budowanie faktur przy użyciu kitu do drewna, klejenie, przecieranie i monotowanie.
Czasach platform streamingowych i stopniowego zaniku muzyki na nośnikach fizycznych, mam wrażenie, że robię coś totalnie staroświeckiego. Składam ciężkie, materialne rzeczy w świecie ekonomi dostępu. Powoli, ręcznie, bez taśmy produkcyjnej.
Każdy egzemplarz osobno i dla konkretnego – Ciebie...














