Bycie wydawcą ma jedną wielką zaletę – co chwilę trafiają do mnie różne propozycje wydawnicze, no i oczywiście różnie z nimi bywa... Ale raz na jakiś czas pojawia się coś, co od razu zatrzymuje moją uwagę.
Tak było tym razem dzięki Tomek Zrbkowski i Old Skull trafiłem na Strangers In Name . Już przy pierwszym odsłuchu poczułem to znajome ukłucie: oniryczność, przestrzeń i niepokój gdzieś pod powierzchnią. Muzyka atmosfery, która bardziej płynie niż się wydarza.
Od razu wróciły skojarzenia z rzeczami, które od lat są mi bardzo bliskie – ta wrażliwość przełomu wieków. Duchy Cranes, My Bloody Valentine, Black Tape for a Blue Girl czy Chelsea Wolfe. Powolne charczące gitary, zamglone głosy gdzieś w tle za ścianą, rozdygotane emocje ukryte między dźwiękami lo-fi.
Wczoraj spotkałem się z Natalia Naomi i Aleksander Zajdel i z dużą radością zaprosiłem Strangers In Name do Requiem Records.
A wiecej informacji wkrótce 














